tesla

Ucieczka z tonącego Krakowa/Toskania wita


Link 07.07.2010 :: 21:16 Komentuj (0)


17 maja tego roku, to był pamiętny dzień. Wieczorem zasypiałam przy monotonnym szumie padającego deszczu, po to, by wcześnie rano zostać brutalnie i nieoczekiwanie zwleczoną z łóżka. Jakim prawem, się pytam, jak samolot wylatuje o ludzkiej porze 12:25 i jeszcze kupa czasu. Ano takim, że Kraków zalany po pachy i nie wiadomo, czy w ogóle dotrzemy do lotniska! Żyje sobie człowiek w słodkiej rutynie i bez specjalnych fajerwerków w tę, czy tamtą stronę, a tu przychodzi brzydka wiosna (wielkie mi kurde rzeczy, w Polsce) i zagraża jego spokojnej egzystencji. Odrzucamy transport samochodem jako zbyt ryzykowny przy ówczesnym stopniu wilgotności, wybierając bezpieczniejszy środek pociąg. Szyn podobno jeszcze nie zalało.

Po drodze mijamy zalane pola, rowy i pokaźne kolumny samochodów ciągnące się kilometrami przy przejazdach. Z ulgą wchodzimy na teren lotniska, z poczuciem "takiego wała pokazaliśmy powodzi i za jakieś 4 godziny będziemy sobie grzać tyłki w pięknej Toskanii". Tuż po odprawie bagażu obsługa informuje ze słodkim uśmiechem o sześciogodzinnym opóźnieniu naszego lotu. Ryanair, czego się spodziewać? Nas, podróżujących do Pizy zabierze za sześć godzin samolot mający pierwotnie lecieć do Rzymu podczas, gdy nieszczęśnicy lecący do stolicy Włoch będą spędzać upojną noc na Balicach.

Jeden z naszej grupy nie wytrzymuje nerwowo i wraca do Krakowa. Nie będzie tyle siedział na lotnisku, co to to nie. Jest tyle do zrobienia i tyle pieniędzy do zarobienia. Żegnamy go wzrokiem pełnym współczucia i strachu. No wariat, po prostu wariat. A jak nie zdoła wrócić? My zachowawczo zostajemy i wydajemy krocie na paskudną kawę lotniskową. Oczy nas bolą od jarzeniówek i dostajemy kota z nudów. Co jakiś czas odbieramy telefon z newsami od naszego ryzykanta przebywającego w epicentrum mokrej zagłady.

- Chcą wysadzić Most Dębicki?

Twarz stojącej obok mnie kobiety tężeje, a oczy powiększają się jak przy chorobie Basedowa. Ja pewnie wyglądam nie lepiej. W sumie to nikt w tej chwili nie wygląda dobrze, zwłaszcza ci, co mieszkają w centrum miasta. Po głowach smyczą się obrazy zalanego domostwa i straconego dobytku. Przez resztę czasu zachodzimy niby to przypadkiem w strefę telewizorów i gapimy się z rosnącym niepokojem w obrazy z naszego miasta. Kotlet z lotniskowej knajpy staje nam kołkiem w gardle i to nie raz, jak się patrzymy na ekran.
Wraca nasz towarzysz, triumfator. Nie dość, że się nie nudził przez te kilka godzin, to jeszcze sprzedał jakąś nieruchomość.

- Starowiślną już podobno woda płynie!

Wsiadamy wreszcie do samolotu. Na wysokości dwóch tysięcy metrów błękitne niebo bez skazy i piękne słońce. To skandal, podczas gdy Małopolska tonie. Przysuwam się bliżej śmiałka, który pojechał do Krakowa ryzykując utratę wakacji.

- Ej, ale bez kitu ? Naprawdę jest woda na Starowiślnej? Czy znowu nas wkręcasz?
- Nie no, żartowałem oczywiście...

Trefniś się psiakrew znalazł.
Nasz radość rośnie do nieopisanych rozmiarów, gdy Toskania wita nas... deszczem!

Tak miało być przez następne 6 godzin



Wszyscy są w tej samej sytuacji



A mogło być tak pięknie





Toskania w deszczu ponura, trochę jak trzęsawiska w "Psie Baskerville'ów"







Załóż bloga

Archiwum

2017
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009

Kategorie

IZRAEL 2009(9)
Londyn(4)
LONDYN 2010(2)
TOSKANIA 2010(1)

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl