tesla

Dawno temu w Londynie part 4


Link 03.02.2010 :: 18:26 Komentuj (2)


Robert wyniósł się już na drugi dzień bez pożegnania, bo dziewczyny snuły się po mieście w poszukiwaniu mieszkania i pracy. Noc spędzili we czwórkę na jednym łóżku, Heniek spał osobno na swoim. Żadna z dziewczyn nie odważyła się zbliżyć do niego na odległość bliższą niż 3 metry, czy zostać z nim sama. Zwłaszcza dotyczyło to Jednej.

Arek przekazał tylko, że Robert obiecał, że się z nimi w jakiś sposób skontaktuje. Jedna poczuła lekkie rozczarowanie, bo Robert bardzo się jej spodobał. Imponowała jej jego dojrzałość i zaradność, a tych dwóch cech bezskutecznie szukała u rówieśników. Obydwie dziewczyny ze strachem przyjęły wiadomość o odejściu Roberta, bo nie do końca wiedziały czego się tak naprawdę spodziewać po facetach, z którymi przyszło im dalej dzielić pokój. Do Roberta miały bezgraniczne zaufanie, a teraz go zabrakło.

Codziennie meldowały się pod Ścianą Płaczu, gdzie odrabiały lekcje obdzwaniając wszystkie ogłoszenia, jakie się tam znalazły. Wchodziły do wszystkich knajp, jakie napotkały po drodze i drżącymi ustami wypowiadały wyuczoną formułkę:

- I’m looking for a job. Have you got something?

Na co niezmiennie otrzymywały odpowiedź w stylu:

- No, love. Not now but why don’t you come in three weeks and check. Have you got a boyfriend?

Był szczyt sezonu, niezwykle gorący jak na londyńskie warunki środek lipca i wszystkie knajpy były pełne nielegalnie zatrudnionych przybyszów z Europy wschodniej, mówiących z twardym akcentem. Mieli oni jedną niezaprzeczalną przewagę nad Jedną i Drugą. Nie obcinali się z porozumiewaniem się w języku angielskim, kalecząc niemiłosiernie struktury gramatyczne, ale za to skutecznie dogadując się z pracodawcami i klientami. A Jedna z Drugą czerwieniły się za każdym razem jak pomyliły present tense z past tense i nawet dyplomy FC leżące gdzieś w szufladach w Polsce nie poprawiały im już więcej samopoczucia.

Pieniądze przywiezione z Polski topniały w błyskawicznym tempie, podobnie jak paczki Caro Lightów i dziewczyny z przerażeniem skonstatowały, że minął cały tydzień, a one nie posunęły się w swoich poszukiwaniach nawet odrobinę. Nastrój poprawiały sobie wychodząc z Arkiem i synami Cyganów do pobliskiego pubu, co jeszcze bardziej uszczupliło ich skromne zasoby pieniężne. Heniek też czasem przychodził i ciężkim jak ołów wzrokiem wpatrywał się w Jedną, która z typowym dla młodych kóz perlistym śmiechem uczyła się grać w bilarda. Dziewczynie śmiech zamierał na ustach, gdy tylko złapała to wlepione w nią spojrzenie, ale szybko zapominała o swoich niepokojach z każdym kuflem brytyjskiego sikacza. Którejś nocy Jedna obudziła się i usłyszała głos Arka:

- Jedna, śpisz?

Natychmiast zorientowała o co chodzi i pozostała nieruchoma z zamkniętymi oczami, starając się ze wszystkich sił utrzymać równy jak podczas snu oddech. Druga leżała za Arkiem śpiąc jak kamień. Heniek miał akurat drugą zmianę w pracy.

- Śpisz?

Delikatnie dotknął jej ramienia, ale Jedna marzyła o Robercie i mimo całkiem przyjemnej aparycji Arka jakoś nie widziała go w roli swojego kochanka. Nie poruszyła się. Nazajutrz nikt nie wspomniał o incydencie z nocy. Tylko chłopak paradujący niezmiennie w podkoszulku z Bobem Marleyem konsekwentnie ignorował dziewczyny, rzucając im jednak od czasu do czasu potępiające spojrzenie, gdy się mijali w drodze do łazienki.



Dawno temu w Londynie part 3


Link 10.01.2010 :: 21:05 Komentuj (0)

Było już całkiem ciemno, jak w końcu dojechali do Angel. Kluczyli trochę nie znając się na metrze londyńskim. Zdarzyło im się wsiąść do złego pociągu, który zabrał ich w przeciwną stronę, przez co stracili mnóstwo czasu. Naszukali się też mieszkania, korzystając z mini azetki zakupionej przez Jedną na Victorii. Mieszkanie znajdowało się w obskurnej suterenie, skąd można było prowadzić obserwacje obuwia przechodzących chodnikiem. Jedna, Druga i Robert najpierw złożyli wizytę właścicielom mieszkania. Dziewczyny nie były specjalnie gadatliwe, chwiejąc się na nogach, marząc o kąpieli i chwili snu. Starsze małżeństwo Cyganów patrzyło się na nie podejrzliwie, ale nie oponowali. Chyba nie mieli sumienia wyrzucić na bruk dwóch dzierlatek, wyglądających kompletnie nie na miejscu w tej ruderze. Negocjacje cenowe stanęły na siedmiu funtach za noc od osoby.

Przywitał ich młody, sympatycznie wyglądający chłopak, który przedstawił się jako Arek. To chyba zdrobnienie od Arkadiusza – pomyślała sennie Jedna. Pokój wyglądał jak jeden wielki barłóg, z rozwalającymi się szafami, ubraniami wiszącymi bezładnie na każdym krześle i klamce od drzwi. Wisiały też na rozbitym częściowo lustrze stojącym przy ścianie, a także na starej maszynie do szycia, służącej za coś w rodzaju mebla. W pokoju znajdowały się dwa duże łóżka z rozkopaną pościelą. Na jednym z nich spoczywała jakaś postać ludzka, ale nie zareagowała na wejście nowych lokatorów.

- Rozgośćcie się jakoś – Arek usiłował bezskutecznie doprowadzić pokój do stanu używalności – na ile zostajecie?
- Od jutra szukamy sobie wszyscy jakiegoś lokum – uspokoił go Robert – to tylko na dziś, przyjechaliśmy wszyscy w ciemno i mieliśmy problemy ze znalezieniem czegokolwiek.
- Nie dziwię się, przyjechaliście w środku sezonu.
- Teraz wiemy – powiedziała ponuro Druga. – Kto to jest? - spytała wskazując na nieruchomą postać na drugim łóżku.
- To Heniek, mieszkamy w tym pokoju od jakichś trzech miesięcy.
- Wcześnie się kładzie spać – zauważyła Jedna.
- Heniek pracuje na dwie zmiany, dzienną i nocną.
- Co? – dziewczyny popatrzyły się na Arka ze zdumieniem – Jak można pracować w dzień i w nocy? Tak zupełnie bez odpoczynku?
- Z jednym offem, to znaczy wiecie, day off. Dzisiaj Heniek ma offa.

Jedna w końcu zdołała wydobyć ręcznik i świeże ciuchy. Spytała, gdzie się znajduje łazienka i zostawiła nowo poznanych z Drugą. Łazienka mieściła się już praktycznie w piwnicy, gdzie Jedna była zmuszona zejść po schodach pokrytych wykładziną dywanową, kompletnie przetartą na kantach, potwornie śliską i pozbawioną koloru zapewne jakieś dziesięć lat temu. Ciekawe, jak będziemy spać z trzema facetami – przemknęło jej przez myśl – jak to ma do cholery wyglądać? Łazienka była zamknięta, ale za chwilę wyszedł z niej chudy chłopak w wieku około 20 lat, w wytartym podkoszulku z Bobem Marleyem pamiętającym chyba samego Boba Marleya i z tłustymi włosami opadającymi na oczy.

- Cześć – powiedziała niepewnie Jedna, czując się jak intruz.

Chłopak minął ją bez słowa, nawet nie zaszczyciwszy spojrzeniem i wyszedł po schodach na górę. Łazienka była mniej więcej tego samego standardu co pokój, w którym miały mieszkać. Stara wanna pokryta ciemnym nalotem nie nastrajała do aromatycznej kąpieli w bąbelkach, więc Jedna wzięła tylko prysznic starając się jak najmniej dotykać wszystkiego dookoła. Bieżąca woda ją nieco rozbudziła i w świeżych ciuchach i ręcznikiem na głowie udała się do pokoju. Stanęła jak wryta na progu. Najwyraźniej Heniek się obudził, bo łóżko było puste. Siedział obok Roberta i wstał na widok Jednej. Wyglądał na jakieś czterdzieści lat. Nie był wiele wyższy od Jednej, która wysokim wzrostem nie grzeszyła. Jedna wzdrygnęła się widząc przerzedzone włosy nijakiego koloru, zepsute zęby i niemal czarne cienie pod oczami.

- Heniek – podał jej szorstko dłoń, nie odrywając od niej intensywnego spojrzenia podkrążonych oczu. Ścisnął jej rękę odrobinę za długo, niezauważalnie dla innych, ale odczuwalnie dla niej samej.

Jedna nie miała zbyt wielkiego doświadczenia z mężczyznami, ale zdała sobie sprawę, że będzie miała kłopoty.


Dawno temu w Londynie part 2


Link 04.01.2010 :: 21:54 Komentuj (2)
Ściana Płaczu okazała się witryną obskurnego hinduskiego sklepu położonego dokładnie naprzeciwko POSKu, niedaleko Hammersmith, upstrzoną poprzyklejanymi krzywo karteczkami z ofertami lewego wynajmu pokoi oraz pracy na czarno. Namiary na Ścianę Jedna dostała od swojego nauczyciela od angielskiego, który pasjami uwielbiał Londyn i często raczył Jedną opowieściami o początkach swojej bytności w tym mieście, kiedy był zmuszony wyjadać rzeczy ze śmietnika.

Jedna z Drugą dowlokły się tam wreszcie uginając się pod ciężarem plecaków bez stelaży, mieszczących rzeczy teoretycznie potrzebne podczas trzytygodniowego wyjazdu do wielkiego miasta. Były skonane, spocone i brudne. Nie kąpały się od blisko czterdziestu godzin i niezbyt wiele też jadły. Jedna miała akurat okres i do szału doprowadzał ją brak możliwości wykąpania się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Obydwie miały wrażenie, że ludzie odsuwają się od nich na kilometr, a właściwie to same się od ludzi odsuwały, aby nie epatować skutkami dwudniowego braku higieny.

Doświadczyły też czegoś znacznie gorszego. Zorientowały się, że ich dyplomy FC i matura z angielskiego niewiele znaczą w Londynie. Wyszło to na jaw dość szybko, już przy pierwszej próbie rozmienienia pieniędzy na telefon na Victorii. Jedna z Drugą nie rozumiały dokładnie nic, a Londyńczycy też nie potrafili rozgryźć dziwnej wymowy dwóch Polek. Bały się kupić gumę do żucia w sklepie, bo z ust sprzedawców wydobywał się bełkot, którego nie uczyli ich w szkole i na kursach.

Musiały jednak pokonać swoje lęki i zrobić coś w kierunku znalezienia lokum, bo dzień zaczął się chylić ku końcowi. Ścianę Płaczu oblegały tłumy ludzi z kartkami i długopisami, odpisujący zawzięcie numery telefonów. Tak też uczyniły Jedna z Drugą po dopchaniu się do Ściany, przy jednoczesnym zerkaniu na swoje plecaki. Po kilku godzinach siedziały zrezygnowane na krawężniku w ponurym milczeniu puszczając z dymem swoje zapasy papierosów. Na domiar złego jedna z nich zostawiła w budce kartę za 20 funtów, pełną impulsów. Oferty były albo nieaktualne, albo w oczywisty sposób podejrzane. W innych przypadkach odbierali Anglicy, których Jedna z Drugą nie rozumiały.

- Cześć dziewczyny.

Przed Jedną i Drugą wyrósł nie wiadomo skąd przystojny młody facet z niewielkim plecakiem.
- Obserwowałem was już od dłuższego czasu. Przyjechałem tym samym promem, co wy. Widzę, że chyba nie bardzo wam idzie z szukaniem pokoju. Mnie też nie. Środek sezonu. Jestem Robert, tak w ogóle.
- Płynąłeś tym samym promem, co my? - zdumiała się Druga - nie widziałam cię.
- Tak, niezłe warunki były. Wziąłem nawet prysznic.
- To tam kabiny z prysznicem były? - Jedna odsunęła się odrobinę obawiając się skutków swojej niewiedzy.
- Były, były. Słuchajcie, dlaczego w ogóle do was zagadałem. Mam propozycję. Połączmy swoje siły. Szukajmy razem mieszkania, może będzie łatwiej.

Jedna z Druga rzuciły sobie badawcze spojrzenie. Z jednej strony były tu zupełnie same, młode, ładne, chwilowo niezdolne do konwersacji z mieszkańcami kraju i obawiały się wpadnięcia w łapy zboczeńca. Z drugiej strony nie miały wielkiego wyboru. Nie mieściło im się w głowie, że ktoś może bezinteresownie zaoferować pomoc, zwłaszcza biorąc pod uwagę opowieści o podłości Polaków mieszkających za granicą, jakich się nasłuchały w ciągu swojego krótkiego życia.

- Dobra - powiedziała w końcu Druga.
- Dobra, dzwońmy razem - dodała Jedna.

Robert nie tylko był przystojny, pewny siebie i zaradny. Zupełnie nie miał blokady językowej jak Jedna z Drugą i obdzwanianie dziesiątków numerów spisanych ze Ściany Płaczu szło mu znacznie sprawniej niż dziewczynom. W końcu podbiegł do nich rozpromieniony machając kartką z adresem.

- Dziewczyny, znalazłem pokój. Niestety tylko dla siebie.

Jedna z Druga popatrzyły się na niego pustym wzrokiem. Zapadł już mrok, chociaż wielkie miasto tętniło życiem, a witryny sklepowe oświetlały wymizerowane twarze dziewczyn.

- To jest jakiś pokój na Angel, wynajmowany przez Cyganów. Tam już mieszka dwóch facetów i Cyganie nie chcieli słyszeć o dodatkowych osobach poza mną. Postanowiłem jednak, że nie mogę was zostawić. To w końcu ja wam zaproponowałem wspólne szukanie.
- Ale co zrobimy, jak Cyganie nas nie chcą? - Jedna wbiła w niego oczy zranionej sarny.
- Jedźmy tam, jakoś ich przekonam.
- Mówiłeś, że w tym pokoju mieszka już dwóch facetów?
- Wiem, że to nie jest dla was dobra wiadomość. W razie czego będę interweniował i jakby co, to zawsze możemy iść do parku.

Jedna z Druga zrozumiały się bez słów.
- Dobrze, spróbujmy.

Dawno temu w Londynie


Link 02.01.2010 :: 21:09 Komentuj (0)
Jedna z Drugą postawiły wreszcie stopy na Victorii, po 36-godzinnym koszmarze autokarowym, ze ścierpniętymi tyłkami i kapciem w ustach. Zamiast ulgi czuły jednak strach zaciskający się na żołądkach i podchodzący do gardła, sprawiający, że było im tak niedobrze, jak tylko to możliwe. Powód był prosty. Przyjechały kompletnie w ciemno, w połowie lipca, nie mając załatwionej żadnej pracy. Gorzej, nie mając załatwionego mieszkania chociażby na pierwsze kilka dni. Jedna miała w kieszeni kartkę z telefonem do starej arystokratki pochodzenia polskiego wynajmującej na lewo pokoje polskim budowlańcom i studentom w odziedziczonej przez męża rozlatującej się kamienicy.

Wyciągnęły bagaże z autokaru i powlokły je za sobą w ustronne miejsce, gdzie spaliły co najmniej kilka Caro lightów, zanim ustaliły, co robić z tak pięknie rozpoczętym dniem.

- Gdzie dzwonimy najpierw? Do Marka, czy stuletniej hrabiny?
- Zadzwonię do Marka, tylko musimy znaleźć jakąś budkę. Masz drobne?

Mark był brytyjskim kolegą Drugiej, która spotkała go kiedyś na jakimś ognisku w Polsce. Jeździł sobie po świecie, jak to młodzi z wysoko rozwiniętych krajów mają w zwyczaju, zanim nie pogrążą się całkowicie w kieracie życia dorosłego. Od tamtej pory korespondowali ze sobą. Szkoda tylko, że mieszkał w Manchesterze.

Po niewiele wnoszącej do sprawy pogawędce Drugiej z Markiem, Jedna wyciągnęła z kieszeni wymiętą kartkę z telefonem do hrabiny i rzuciwszy teatralnie o ziemię niedopałkiem Caro lighta weszła do budki. Trzęsącymi się rękami wykręciła numer. Z ulgą powitała sygnał połączenia. To był znak, że dobrze odpisała numer.

- Halo?! - spanikowany głos starszej kobiety przerwał ciszę.
- Dzień dobry, czy pani wynajmuje pokoje?
- Tu nie ma żadnych pokoi do wynajęcia!

Trzask odkładanej słuchawki uświadomił Jednej powagę sytuacji. Wyszła z budki z poszarzałą twarzą. Druga popatrzyła na nią pytająco zza kłębów dymu.

- O, kurwa. Musimy iść do Ściany Płaczu.

Załóż bloga

Archiwum

2017
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009

Kategorie

IZRAEL 2009(9)
Londyn(4)
LONDYN 2010(2)
TOSKANIA 2010(1)

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl