tesla

Dawno temu w Londynie


Link 02.01.2010 :: 21:09 Komentuj (0)
Jedna z Drugą postawiły wreszcie stopy na Victorii, po 36-godzinnym koszmarze autokarowym, ze ścierpniętymi tyłkami i kapciem w ustach. Zamiast ulgi czuły jednak strach zaciskający się na żołądkach i podchodzący do gardła, sprawiający, że było im tak niedobrze, jak tylko to możliwe. Powód był prosty. Przyjechały kompletnie w ciemno, w połowie lipca, nie mając załatwionej żadnej pracy. Gorzej, nie mając załatwionego mieszkania chociażby na pierwsze kilka dni. Jedna miała w kieszeni kartkę z telefonem do starej arystokratki pochodzenia polskiego wynajmującej na lewo pokoje polskim budowlańcom i studentom w odziedziczonej przez męża rozlatującej się kamienicy.

Wyciągnęły bagaże z autokaru i powlokły je za sobą w ustronne miejsce, gdzie spaliły co najmniej kilka Caro lightów, zanim ustaliły, co robić z tak pięknie rozpoczętym dniem.

- Gdzie dzwonimy najpierw? Do Marka, czy stuletniej hrabiny?
- Zadzwonię do Marka, tylko musimy znaleźć jakąś budkę. Masz drobne?

Mark był brytyjskim kolegą Drugiej, która spotkała go kiedyś na jakimś ognisku w Polsce. Jeździł sobie po świecie, jak to młodzi z wysoko rozwiniętych krajów mają w zwyczaju, zanim nie pogrążą się całkowicie w kieracie życia dorosłego. Od tamtej pory korespondowali ze sobą. Szkoda tylko, że mieszkał w Manchesterze.

Po niewiele wnoszącej do sprawy pogawędce Drugiej z Markiem, Jedna wyciągnęła z kieszeni wymiętą kartkę z telefonem do hrabiny i rzuciwszy teatralnie o ziemię niedopałkiem Caro lighta weszła do budki. Trzęsącymi się rękami wykręciła numer. Z ulgą powitała sygnał połączenia. To był znak, że dobrze odpisała numer.

- Halo?! - spanikowany głos starszej kobiety przerwał ciszę.
- Dzień dobry, czy pani wynajmuje pokoje?
- Tu nie ma żadnych pokoi do wynajęcia!

Trzask odkładanej słuchawki uświadomił Jednej powagę sytuacji. Wyszła z budki z poszarzałą twarzą. Druga popatrzyła na nią pytająco zza kłębów dymu.

- O, kurwa. Musimy iść do Ściany Płaczu.

Dawno temu w Londynie part 2


Link 04.01.2010 :: 21:54 Komentuj (2)
Ściana Płaczu okazała się witryną obskurnego hinduskiego sklepu położonego dokładnie naprzeciwko POSKu, niedaleko Hammersmith, upstrzoną poprzyklejanymi krzywo karteczkami z ofertami lewego wynajmu pokoi oraz pracy na czarno. Namiary na Ścianę Jedna dostała od swojego nauczyciela od angielskiego, który pasjami uwielbiał Londyn i często raczył Jedną opowieściami o początkach swojej bytności w tym mieście, kiedy był zmuszony wyjadać rzeczy ze śmietnika.

Jedna z Drugą dowlokły się tam wreszcie uginając się pod ciężarem plecaków bez stelaży, mieszczących rzeczy teoretycznie potrzebne podczas trzytygodniowego wyjazdu do wielkiego miasta. Były skonane, spocone i brudne. Nie kąpały się od blisko czterdziestu godzin i niezbyt wiele też jadły. Jedna miała akurat okres i do szału doprowadzał ją brak możliwości wykąpania się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Obydwie miały wrażenie, że ludzie odsuwają się od nich na kilometr, a właściwie to same się od ludzi odsuwały, aby nie epatować skutkami dwudniowego braku higieny.

Doświadczyły też czegoś znacznie gorszego. Zorientowały się, że ich dyplomy FC i matura z angielskiego niewiele znaczą w Londynie. Wyszło to na jaw dość szybko, już przy pierwszej próbie rozmienienia pieniędzy na telefon na Victorii. Jedna z Drugą nie rozumiały dokładnie nic, a Londyńczycy też nie potrafili rozgryźć dziwnej wymowy dwóch Polek. Bały się kupić gumę do żucia w sklepie, bo z ust sprzedawców wydobywał się bełkot, którego nie uczyli ich w szkole i na kursach.

Musiały jednak pokonać swoje lęki i zrobić coś w kierunku znalezienia lokum, bo dzień zaczął się chylić ku końcowi. Ścianę Płaczu oblegały tłumy ludzi z kartkami i długopisami, odpisujący zawzięcie numery telefonów. Tak też uczyniły Jedna z Drugą po dopchaniu się do Ściany, przy jednoczesnym zerkaniu na swoje plecaki. Po kilku godzinach siedziały zrezygnowane na krawężniku w ponurym milczeniu puszczając z dymem swoje zapasy papierosów. Na domiar złego jedna z nich zostawiła w budce kartę za 20 funtów, pełną impulsów. Oferty były albo nieaktualne, albo w oczywisty sposób podejrzane. W innych przypadkach odbierali Anglicy, których Jedna z Drugą nie rozumiały.

- Cześć dziewczyny.

Przed Jedną i Drugą wyrósł nie wiadomo skąd przystojny młody facet z niewielkim plecakiem.
- Obserwowałem was już od dłuższego czasu. Przyjechałem tym samym promem, co wy. Widzę, że chyba nie bardzo wam idzie z szukaniem pokoju. Mnie też nie. Środek sezonu. Jestem Robert, tak w ogóle.
- Płynąłeś tym samym promem, co my? - zdumiała się Druga - nie widziałam cię.
- Tak, niezłe warunki były. Wziąłem nawet prysznic.
- To tam kabiny z prysznicem były? - Jedna odsunęła się odrobinę obawiając się skutków swojej niewiedzy.
- Były, były. Słuchajcie, dlaczego w ogóle do was zagadałem. Mam propozycję. Połączmy swoje siły. Szukajmy razem mieszkania, może będzie łatwiej.

Jedna z Druga rzuciły sobie badawcze spojrzenie. Z jednej strony były tu zupełnie same, młode, ładne, chwilowo niezdolne do konwersacji z mieszkańcami kraju i obawiały się wpadnięcia w łapy zboczeńca. Z drugiej strony nie miały wielkiego wyboru. Nie mieściło im się w głowie, że ktoś może bezinteresownie zaoferować pomoc, zwłaszcza biorąc pod uwagę opowieści o podłości Polaków mieszkających za granicą, jakich się nasłuchały w ciągu swojego krótkiego życia.

- Dobra - powiedziała w końcu Druga.
- Dobra, dzwońmy razem - dodała Jedna.

Robert nie tylko był przystojny, pewny siebie i zaradny. Zupełnie nie miał blokady językowej jak Jedna z Drugą i obdzwanianie dziesiątków numerów spisanych ze Ściany Płaczu szło mu znacznie sprawniej niż dziewczynom. W końcu podbiegł do nich rozpromieniony machając kartką z adresem.

- Dziewczyny, znalazłem pokój. Niestety tylko dla siebie.

Jedna z Druga popatrzyły się na niego pustym wzrokiem. Zapadł już mrok, chociaż wielkie miasto tętniło życiem, a witryny sklepowe oświetlały wymizerowane twarze dziewczyn.

- To jest jakiś pokój na Angel, wynajmowany przez Cyganów. Tam już mieszka dwóch facetów i Cyganie nie chcieli słyszeć o dodatkowych osobach poza mną. Postanowiłem jednak, że nie mogę was zostawić. To w końcu ja wam zaproponowałem wspólne szukanie.
- Ale co zrobimy, jak Cyganie nas nie chcą? - Jedna wbiła w niego oczy zranionej sarny.
- Jedźmy tam, jakoś ich przekonam.
- Mówiłeś, że w tym pokoju mieszka już dwóch facetów?
- Wiem, że to nie jest dla was dobra wiadomość. W razie czego będę interweniował i jakby co, to zawsze możemy iść do parku.

Jedna z Druga zrozumiały się bez słów.
- Dobrze, spróbujmy.

W Akko był bazar


Link 07.01.2010 :: 22:01 Komentuj (1)

Ale skąd AI Sztuczna Inteligencja na tureckim bazarze?



"Dziś zeszło mi pięć plastikowych uzi"



It's alive!



It's dead



Zupełnie jak na Hali Targowej, tylko baba inna



Dawno temu w Londynie part 3


Link 10.01.2010 :: 21:05 Komentuj (0)

Było już całkiem ciemno, jak w końcu dojechali do Angel. Kluczyli trochę nie znając się na metrze londyńskim. Zdarzyło im się wsiąść do złego pociągu, który zabrał ich w przeciwną stronę, przez co stracili mnóstwo czasu. Naszukali się też mieszkania, korzystając z mini azetki zakupionej przez Jedną na Victorii. Mieszkanie znajdowało się w obskurnej suterenie, skąd można było prowadzić obserwacje obuwia przechodzących chodnikiem. Jedna, Druga i Robert najpierw złożyli wizytę właścicielom mieszkania. Dziewczyny nie były specjalnie gadatliwe, chwiejąc się na nogach, marząc o kąpieli i chwili snu. Starsze małżeństwo Cyganów patrzyło się na nie podejrzliwie, ale nie oponowali. Chyba nie mieli sumienia wyrzucić na bruk dwóch dzierlatek, wyglądających kompletnie nie na miejscu w tej ruderze. Negocjacje cenowe stanęły na siedmiu funtach za noc od osoby.

Przywitał ich młody, sympatycznie wyglądający chłopak, który przedstawił się jako Arek. To chyba zdrobnienie od Arkadiusza – pomyślała sennie Jedna. Pokój wyglądał jak jeden wielki barłóg, z rozwalającymi się szafami, ubraniami wiszącymi bezładnie na każdym krześle i klamce od drzwi. Wisiały też na rozbitym częściowo lustrze stojącym przy ścianie, a także na starej maszynie do szycia, służącej za coś w rodzaju mebla. W pokoju znajdowały się dwa duże łóżka z rozkopaną pościelą. Na jednym z nich spoczywała jakaś postać ludzka, ale nie zareagowała na wejście nowych lokatorów.

- Rozgośćcie się jakoś – Arek usiłował bezskutecznie doprowadzić pokój do stanu używalności – na ile zostajecie?
- Od jutra szukamy sobie wszyscy jakiegoś lokum – uspokoił go Robert – to tylko na dziś, przyjechaliśmy wszyscy w ciemno i mieliśmy problemy ze znalezieniem czegokolwiek.
- Nie dziwię się, przyjechaliście w środku sezonu.
- Teraz wiemy – powiedziała ponuro Druga. – Kto to jest? - spytała wskazując na nieruchomą postać na drugim łóżku.
- To Heniek, mieszkamy w tym pokoju od jakichś trzech miesięcy.
- Wcześnie się kładzie spać – zauważyła Jedna.
- Heniek pracuje na dwie zmiany, dzienną i nocną.
- Co? – dziewczyny popatrzyły się na Arka ze zdumieniem – Jak można pracować w dzień i w nocy? Tak zupełnie bez odpoczynku?
- Z jednym offem, to znaczy wiecie, day off. Dzisiaj Heniek ma offa.

Jedna w końcu zdołała wydobyć ręcznik i świeże ciuchy. Spytała, gdzie się znajduje łazienka i zostawiła nowo poznanych z Drugą. Łazienka mieściła się już praktycznie w piwnicy, gdzie Jedna była zmuszona zejść po schodach pokrytych wykładziną dywanową, kompletnie przetartą na kantach, potwornie śliską i pozbawioną koloru zapewne jakieś dziesięć lat temu. Ciekawe, jak będziemy spać z trzema facetami – przemknęło jej przez myśl – jak to ma do cholery wyglądać? Łazienka była zamknięta, ale za chwilę wyszedł z niej chudy chłopak w wieku około 20 lat, w wytartym podkoszulku z Bobem Marleyem pamiętającym chyba samego Boba Marleya i z tłustymi włosami opadającymi na oczy.

- Cześć – powiedziała niepewnie Jedna, czując się jak intruz.

Chłopak minął ją bez słowa, nawet nie zaszczyciwszy spojrzeniem i wyszedł po schodach na górę. Łazienka była mniej więcej tego samego standardu co pokój, w którym miały mieszkać. Stara wanna pokryta ciemnym nalotem nie nastrajała do aromatycznej kąpieli w bąbelkach, więc Jedna wzięła tylko prysznic starając się jak najmniej dotykać wszystkiego dookoła. Bieżąca woda ją nieco rozbudziła i w świeżych ciuchach i ręcznikiem na głowie udała się do pokoju. Stanęła jak wryta na progu. Najwyraźniej Heniek się obudził, bo łóżko było puste. Siedział obok Roberta i wstał na widok Jednej. Wyglądał na jakieś czterdzieści lat. Nie był wiele wyższy od Jednej, która wysokim wzrostem nie grzeszyła. Jedna wzdrygnęła się widząc przerzedzone włosy nijakiego koloru, zepsute zęby i niemal czarne cienie pod oczami.

- Heniek – podał jej szorstko dłoń, nie odrywając od niej intensywnego spojrzenia podkrążonych oczu. Ścisnął jej rękę odrobinę za długo, niezauważalnie dla innych, ale odczuwalnie dla niej samej.

Jedna nie miała zbyt wielkiego doświadczenia z mężczyznami, ale zdała sobie sprawę, że będzie miała kłopoty.


Motyw przewodni: szron


Link 17.01.2010 :: 20:58 Komentuj (4)


Droga donikąd



Instalacje z gałęzi



Druty długo nie wytrzymają



Gdzieś w koronach drzew





Nabrał wdzięku



Radar wykrywający obecność ciał pozaziemskich



Zima w Dolinie Muminków



Kiepskie zdjęcie, ale pokazuje triumf woli



Szaleją, się śmieją



Dawno temu w Londynie part 4


Link 03.02.2010 :: 18:26 Komentuj (2)


Robert wyniósł się już na drugi dzień bez pożegnania, bo dziewczyny snuły się po mieście w poszukiwaniu mieszkania i pracy. Noc spędzili we czwórkę na jednym łóżku, Heniek spał osobno na swoim. Żadna z dziewczyn nie odważyła się zbliżyć do niego na odległość bliższą niż 3 metry, czy zostać z nim sama. Zwłaszcza dotyczyło to Jednej.

Arek przekazał tylko, że Robert obiecał, że się z nimi w jakiś sposób skontaktuje. Jedna poczuła lekkie rozczarowanie, bo Robert bardzo się jej spodobał. Imponowała jej jego dojrzałość i zaradność, a tych dwóch cech bezskutecznie szukała u rówieśników. Obydwie dziewczyny ze strachem przyjęły wiadomość o odejściu Roberta, bo nie do końca wiedziały czego się tak naprawdę spodziewać po facetach, z którymi przyszło im dalej dzielić pokój. Do Roberta miały bezgraniczne zaufanie, a teraz go zabrakło.

Codziennie meldowały się pod Ścianą Płaczu, gdzie odrabiały lekcje obdzwaniając wszystkie ogłoszenia, jakie się tam znalazły. Wchodziły do wszystkich knajp, jakie napotkały po drodze i drżącymi ustami wypowiadały wyuczoną formułkę:

- I’m looking for a job. Have you got something?

Na co niezmiennie otrzymywały odpowiedź w stylu:

- No, love. Not now but why don’t you come in three weeks and check. Have you got a boyfriend?

Był szczyt sezonu, niezwykle gorący jak na londyńskie warunki środek lipca i wszystkie knajpy były pełne nielegalnie zatrudnionych przybyszów z Europy wschodniej, mówiących z twardym akcentem. Mieli oni jedną niezaprzeczalną przewagę nad Jedną i Drugą. Nie obcinali się z porozumiewaniem się w języku angielskim, kalecząc niemiłosiernie struktury gramatyczne, ale za to skutecznie dogadując się z pracodawcami i klientami. A Jedna z Drugą czerwieniły się za każdym razem jak pomyliły present tense z past tense i nawet dyplomy FC leżące gdzieś w szufladach w Polsce nie poprawiały im już więcej samopoczucia.

Pieniądze przywiezione z Polski topniały w błyskawicznym tempie, podobnie jak paczki Caro Lightów i dziewczyny z przerażeniem skonstatowały, że minął cały tydzień, a one nie posunęły się w swoich poszukiwaniach nawet odrobinę. Nastrój poprawiały sobie wychodząc z Arkiem i synami Cyganów do pobliskiego pubu, co jeszcze bardziej uszczupliło ich skromne zasoby pieniężne. Heniek też czasem przychodził i ciężkim jak ołów wzrokiem wpatrywał się w Jedną, która z typowym dla młodych kóz perlistym śmiechem uczyła się grać w bilarda. Dziewczynie śmiech zamierał na ustach, gdy tylko złapała to wlepione w nią spojrzenie, ale szybko zapominała o swoich niepokojach z każdym kuflem brytyjskiego sikacza. Którejś nocy Jedna obudziła się i usłyszała głos Arka:

- Jedna, śpisz?

Natychmiast zorientowała o co chodzi i pozostała nieruchoma z zamkniętymi oczami, starając się ze wszystkich sił utrzymać równy jak podczas snu oddech. Druga leżała za Arkiem śpiąc jak kamień. Heniek miał akurat drugą zmianę w pracy.

- Śpisz?

Delikatnie dotknął jej ramienia, ale Jedna marzyła o Robercie i mimo całkiem przyjemnej aparycji Arka jakoś nie widziała go w roli swojego kochanka. Nie poruszyła się. Nazajutrz nikt nie wspomniał o incydencie z nocy. Tylko chłopak paradujący niezmiennie w podkoszulku z Bobem Marleyem konsekwentnie ignorował dziewczyny, rzucając im jednak od czasu do czasu potępiające spojrzenie, gdy się mijali w drodze do łazienki.



Syndrom jerozolimski i seledynowy różaniec


Link 15.02.2010 :: 20:16 Komentuj (0)

Piękne klimatyczne miasto. Jeśli w przyszłości pojadę jeszcze do Izraela, to na pewno będę chciała ponownie zwiedzić Jerozolimę. Zwłaszcza ze względu na to, że zamieszki zakończone śmiercią kilku osób, które odbyły się dzień przed naszą wizytą uniemożliwiły nam zwiedzenie ponoć najciekawszej dzielnicy - muzułmańskiej. Rozważaliśmy, czy to aby na pewno rozsądne tam jechać po tego rodzaju wydarzeniach. Doszliśmy jednak do wniosku, że w ten sposób to nigdy tam nie dotrzemy, bo zamieszki to chleb powszedni w Jerozolimie. Była jednakże nagła decyzja zmiany obuwia na wygodniejsze w połowie drogi na autobus na wypadek, gdyby "trzeba było spierdalać" (to cytat, proszę mi wybaczyć).

Prawda jest taka, że jeśli ktoś nie ogląda dużej ilości filmów akcji jak ja i nie jest oswojony z widokiem broni, to może przeżyć niezły szok w Jerozolimie. Ma się wrażenie, że tam wszyscy noszą broń. To wręcz dziwne uczucie chodzić tam bez broni. Ulice pełne wojska, dzieciaków max 21 lat, w tym dziewczynek dziewiętnastoletnich dźwigających z nieukrywaną dumą karabiny większe od nich samych. Cywile noszą klamki za pazuchami, jedni mniejsze, drudzy większe. Jednemu ortodoksowi wiatr rozwiał poły płaszcza, co pozwoliło naszym oczom ucieszyć się przez sekundę widokiem okazałego uzi.

Dzielnica chrześcijańska oczywiście pełna straganów z jarmarcznymi dewocjonaliami w rodzaju gigantycznego różańca wykonanego z seledynowego plastiku, gdzie długość krzyża wynosiła co najmniej 20 cm, a średnica paciorów jakieś pięć. Zastanawialiśmy się, czy nie kupić tego okazu, tak zawładnął naszą wyobraźnią. Doszliśmy jednak do wniosku, że 60 szekli za ten szokujący rekwizyt to dużo, nie tylko jak na polską pensję, ale i nawet izraelską. Grzesznicy pragnący odkupienia win mogą sobie wynająć spory krzyż do poniesienia na barkach przez drogę krzyżową. Przewodnik utrzymywał, że przebywanie w pobliżu Vii Dolorosy może spowodować syndrom jerozolimski. Sterczeliśmy więc w okolicy VD w oczekiwaniu na nadejście syndromu, fotografując przy okazji koty, ale jakoś się nie doczekaliśmy.









W Jerozolimie, świętym mieście należy być ubranym skromnie. Niewskazane jest odkrywanie nóg, a tym bardziej ramion



Zanim doszliśmy do Ściany Płaczu, podbiegła do mnie kobieta i zarzuciła na głowę olbrzymią granatową płachtę z syntetycznego materiału, który prawie czterdziestostopniowy upał zamienił w prawdziwe piekło. Bogu dzięki miałam ze sobą własną chustę, ale nie przypuszczałam, że będę zmuszona jej użyć. Ubrałam się skromnie, głupia nie jestem i wiem, co wypada, a czego nie. Widać poziom wymaganej skromności nie został osiągnięty. Ta sytuacja powtórzyła się jeszcze raz tego dnia, kiedy próbowałyśmy się zbliżyć do części przeznaczonej dla mężczyzn.

Nie udało nam się wcisnąć karteczki między kamienie w Ścianie. Za duży tłok.




Jak już wspominałam, nie wpuszczono nas do Dzielnicy Muzułmańskiej. Wstępu bronili żołnierze i nie dali się przekonać














Zapchajdziura wiosenna


Link 28.02.2010 :: 18:57 Komentuj (0)


Tesla żyje, ma się dobrze i prowadzi eksperymenty gdzieś pod Krakowem



Wpytna lampka, mogę kiedyś sobie taką kazać przy mojej przyszłej rezydencji



Drzewa jeszcze łyse jak łeb Bruce'a Willisa, ale do czasu





I znowu nic się nie chce pisać


Link 21.03.2010 :: 20:50 Komentuj (0)
















Spotkanie po latach na pogorzelisku


Link 05.04.2010 :: 15:49 Komentuj (0)


Izydor na pogorzelisku okazał się być bardzo fotogenicznym gościem








Nie mniej efektownie prezentowali się kumple Izydora



Instalacja z betonu pobudza wyobraźnię i kreuje niezapomniane przeżycia estetyczne



Ślina cieknie i jęzor zwisa do pasa



Wiosna budzi kreatywność wśród ludzi





Cumel jakiejś Nikole lub Brajana. A może to była Noemi?



Lud boży w Krakowie, a w szczególności małe sklepy oddają hołd Prezydentom i Pierwszej Damie


Link 17.04.2010 :: 13:05 Komentuj (2)
















Rundka na rowerach tuż przed rozpoczęciem uroczystości pogrzebowych


Link 18.04.2010 :: 21:22 Komentuj (2)


W obliczu faktu, że widmo oblężenia Krakowa milionem ludzi odeszło w niebyt, moi rodzice wybrali się na rekonesans rowerowy tuż przed pogrzebem Pary Prezydenckiej i zrobili kilka fotek.

Ekipa techniczna rozpiera się na stołkach po ukończeniu roboty



Imponujące karawany wiozące trumny ulicami Krakowa do Bazyliki, które widzieli chwilę wcześniej w telewizji, zaparkowano pod Kolorami na Placu Nowym; ciągle obsypane kwiatami. Karawany budziły uzasadnione zainteresowanie - ludzie nie mogli uwierzyć własnym oczom i chętnie robili foty pojazdom





Mama została zagadnięta przez reporterów jakiejś zagranicznej telewizji i udzieliła krótkiego, acz nieoczekiwanego wywiadu na temat swoich odczuć odnośnie pogrzebu. Reporterzy pytali między innymi o media zdominowane przez informacje o Parze Prezydenckiej, przy jednoczesnej nieobecności informacji o innych ofiarach. Wygląda na to, że tylko zagraniczne media to zauważyły, bo polskie dostały obłędu i klapek na oczach.



Właściciele sklepów kontynuują oddawanie czci zmarłym poprzez umieszczanie klepsydr w witrynach







Zapal znicz na mogiłach żołnierzy radzieckich


Link 09.05.2010 :: 19:43 Komentuj (2)


Tako i uczyniliśmy. Z poczucia patriotyzmu, ale nie w formie obecnie narzucanej przez niektóre grupy polityczne, a także w ramach cichego protestu przeciwko teoriom spiskowym urągającym zdrowemu rozsądkowi. Rzecz jasna znicze zakupione przez nas zapłonęły też przy grobach żołnierzy polskich, niemieckich i brytyjskich. Wysoce niesprzyjające warunki pogodowe nas nie odstraszyły.











Tuż obok mogił utworzył się regularny staw. Strach pomyśleć, co się dzieje pod ziemią przemakającego cmentarza. Kremacja wydaje się przy tym o wiele bardziej pociągającą opcją.





Żołnierze brytyjscy raczej wolą, aby ich zostawić w spokoju, ale i tak zapaliliśmy znicz w miejscu dozwolonym.



Samotna postać w deszczu też postanowiła uczcić pamięć żołnierzy brytyjskich



Jako, że na tym cmentarzu ostatni raz byłam jako dziecko, uderzyła mnie jego uroda. Nie wiem nawet, czy nie jest bardziej klimatyczny od regularnego Rakowickiego.







Sorry, ale Papież nie zasługiwał na taki kicz



Nie wiedziałam, że na Rakowicach budowano grobowce w kształcie piramidy



Zaskoczyła mnie też informacja, że siostrzyczki zakonne mogą sobie nadawać imiona po najbardziej słonecznym stanie USA



Krakowscy żule wiedzą, jak się sprzedać


Link 07.06.2010 :: 20:24 Komentuj (1)


- Stary buc jestem, ale jeszcze jary!

(z cyklu podrywy w okolicach Hali Targowej)

Ucieczka z tonącego Krakowa/Toskania wita


Link 07.07.2010 :: 21:16 Komentuj (0)


17 maja tego roku, to był pamiętny dzień. Wieczorem zasypiałam przy monotonnym szumie padającego deszczu, po to, by wcześnie rano zostać brutalnie i nieoczekiwanie zwleczoną z łóżka. Jakim prawem, się pytam, jak samolot wylatuje o ludzkiej porze 12:25 i jeszcze kupa czasu. Ano takim, że Kraków zalany po pachy i nie wiadomo, czy w ogóle dotrzemy do lotniska! Żyje sobie człowiek w słodkiej rutynie i bez specjalnych fajerwerków w tę, czy tamtą stronę, a tu przychodzi brzydka wiosna (wielkie mi kurde rzeczy, w Polsce) i zagraża jego spokojnej egzystencji. Odrzucamy transport samochodem jako zbyt ryzykowny przy ówczesnym stopniu wilgotności, wybierając bezpieczniejszy środek pociąg. Szyn podobno jeszcze nie zalało.

Po drodze mijamy zalane pola, rowy i pokaźne kolumny samochodów ciągnące się kilometrami przy przejazdach. Z ulgą wchodzimy na teren lotniska, z poczuciem "takiego wała pokazaliśmy powodzi i za jakieś 4 godziny będziemy sobie grzać tyłki w pięknej Toskanii". Tuż po odprawie bagażu obsługa informuje ze słodkim uśmiechem o sześciogodzinnym opóźnieniu naszego lotu. Ryanair, czego się spodziewać? Nas, podróżujących do Pizy zabierze za sześć godzin samolot mający pierwotnie lecieć do Rzymu podczas, gdy nieszczęśnicy lecący do stolicy Włoch będą spędzać upojną noc na Balicach.

Jeden z naszej grupy nie wytrzymuje nerwowo i wraca do Krakowa. Nie będzie tyle siedział na lotnisku, co to to nie. Jest tyle do zrobienia i tyle pieniędzy do zarobienia. Żegnamy go wzrokiem pełnym współczucia i strachu. No wariat, po prostu wariat. A jak nie zdoła wrócić? My zachowawczo zostajemy i wydajemy krocie na paskudną kawę lotniskową. Oczy nas bolą od jarzeniówek i dostajemy kota z nudów. Co jakiś czas odbieramy telefon z newsami od naszego ryzykanta przebywającego w epicentrum mokrej zagłady.

- Chcą wysadzić Most Dębicki?

Twarz stojącej obok mnie kobiety tężeje, a oczy powiększają się jak przy chorobie Basedowa. Ja pewnie wyglądam nie lepiej. W sumie to nikt w tej chwili nie wygląda dobrze, zwłaszcza ci, co mieszkają w centrum miasta. Po głowach smyczą się obrazy zalanego domostwa i straconego dobytku. Przez resztę czasu zachodzimy niby to przypadkiem w strefę telewizorów i gapimy się z rosnącym niepokojem w obrazy z naszego miasta. Kotlet z lotniskowej knajpy staje nam kołkiem w gardle i to nie raz, jak się patrzymy na ekran.
Wraca nasz towarzysz, triumfator. Nie dość, że się nie nudził przez te kilka godzin, to jeszcze sprzedał jakąś nieruchomość.

- Starowiślną już podobno woda płynie!

Wsiadamy wreszcie do samolotu. Na wysokości dwóch tysięcy metrów błękitne niebo bez skazy i piękne słońce. To skandal, podczas gdy Małopolska tonie. Przysuwam się bliżej śmiałka, który pojechał do Krakowa ryzykując utratę wakacji.

- Ej, ale bez kitu ? Naprawdę jest woda na Starowiślnej? Czy znowu nas wkręcasz?
- Nie no, żartowałem oczywiście...

Trefniś się psiakrew znalazł.
Nasz radość rośnie do nieopisanych rozmiarów, gdy Toskania wita nas... deszczem!

Tak miało być przez następne 6 godzin



Wszyscy są w tej samej sytuacji



A mogło być tak pięknie





Toskania w deszczu ponura, trochę jak trzęsawiska w "Psie Baskerville'ów"







Nawalić się na Notting Hill Carnival


Link 05.09.2010 :: 15:15 Komentuj (0)

Ale to następnym razem. Teraz było grzecznie i układnie, a nasze uczestnictwo ograniczyło się do obserwacji zachowania gawiedzi okupującej ulice Notting Hill ostatniego dnia sierpnia. Być w Londynie i nie zobaczyć Notting Hill Carnival to prawie jak być w Grecji i nie wyłożyć kasy na wieczór grecki ;)

Karnawał odbywa się co roku, przypada na ostatnie dni sierpnia. Główna parada zawsze w poniedziałek i na nią właśnie mieliśmy przyjemność przybyć.
Po tłumach w metrze można już poznać, że gdzieś jest duża impreza. Wyjście ze stacji Notting Hill Gate długo trwa, bo służby sprawnie kierują ruchem nie chcąc dopuścić do sytuacji takich jak w Duisburgu. Pociąg czeka dobre kilka minut zanim otworzą się drzwi, z których za chwilę wysypują się kolorowe masy ludzi, pokrzykując wesoło i czyniąc nieopisany harmider. Głowa pęka od pisków wydawanych przez setki długich żółtych piszczałek zakupionych specjalnie na tę okazję. Po wyjściu ze stacji jest nie lepiej. Trzeba poddać się tłumowi i podążać w jego rytmie. Nie wiemy, gdzie przechodzi obecnie parada, ale pozornie bezładny tłum jest bardziej od nas świadomy i zabiera nas ze sobą we właściwym kierunku.

Powietrze jest zamglone od dymu produkowanego przez rozliczne grille ustawione na całej trasie parady. Z początku mamy wrażenie, że gdzieś wybuchł pożar, ale nie. To tylko dym z grilla. Mieszają się różne zapachy, głównie grillowanego jedzenia, a ludzie jedzą gdzie popadnie, stojąc, idąc , siedząc na krawężnikach, śmietnikach. Czuć też w wielu miejscach, że nie żałują sobie z paleniem trawy, nie mówiąc już o wypijanych na hektolitry piwach. Niektórzy doją whisky prosto z flaszki. Rozradowany tłum zachowuje się nadzwyczaj swobodnie. Kilku facetów wskakuje radośnie na siebie pozując do zdjęcia i tamując na chwilę ruch.






W końcu dochodzimy do właściwego miejsca, a wiemy to stąd, że tłum ustawia się po dwóch stronach ulicy patrząc wyczekująco.

Pełno policji i służb porządkowych. Zwiększona liczba policjantów zwiastuje rychłe pojawienie się parady zza zakrętu:



No i doczekaliśmy się, zza zakrętu wyjeżdżają wielkie ciężarówy ze sprzętem grającym. Kiedy przejeżdżają koło nas, muzyka jest tak głośna, że nasze serca dostosowują rytm do niej






Na arenę wkraczają główni uczestnicy parady







Stroje stają się coraz bardziej wyrafinowane



Rozochoceni panowie czasem mają ochotę na bliski kontakt z pięknymi uczestniczkami parady



Niektóre stroje są tak ciężkie, że przebranym robi się słabo i wymagają pomocy innych





Zaczyna się szaleństwo. Jedna z dziewczyn rzuca się na ziemię i wije się spazmatycznie, a za chwilę dołączają jej koleżanki i wspólnie symulują dziką kopulację. Tłum wniebowzięty.





Parada trwa, a mnie bez przerwy wysiada aparat, jak na złość. Część zdjęć robiona komórką.








W paradzie uczestniczą różni ludzie, bez względu na rasę, wiek i figurę. Bez kompleksów i bardzo dobrze:







Jeszcze kilka fotek














A po całej imprezie zostają na ulicach sterty śmieci





Sunny day in Brighton


Link 07.11.2010 :: 19:00 Komentuj (1)


A kiedy zdarzy się słoneczny dzień, pojedź prosto do Brighton. Gwarantuję Ci, że poczujesz się z powrotem jak mały dzieciak umorusany lodami z budki i watą cukrową.

Molo jest bajkowe i kompletnie odrealnione. Katarynka lunaparkowa, karuzele z kucykami, gwar tłumu, szum morza. Mewy dybiące na ryby z frytkami zakupione przez niczego nie spodziewających się turystów. W tle ogromne wahadło, dla tych, co chcą poczuć dreszczyk adrenaliny i pozastanawiać się jakby to było być mokrą plamą na molu, gdyby blokady na siedzeniu puściły. Kasyno, gdzie przegrałam na maszynach wszystko, co miałam nań przeznaczone i wyleczyłam się z marzeń o wizycie w Las Vegas. A potem tylko siąść w jednym z licznych ogródków i sączyć leniwie Guinessa, obserwując przechodniów i tracić coraz bardziej świadomość dzięki mieszance alkoholu i słońca.























Zima in blue


Link 19.12.2010 :: 18:13 Komentuj (0)


Zima w Dolinie Muminków, jak co roku


















Załóż bloga

Archiwum

2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009

Kategorie

IZRAEL 2009(9)
Londyn(4)
LONDYN 2010(2)
TOSKANIA 2010(1)

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl