Kizior w Dniu Kota
Link 17.02.2013 :: 14:34 Komentuj (0)
Zero entuzjazmu. Łypie okiem spode łba i właściwie nic poza tym.


Na znajomych pijaczków zawsze można liczyć
Link 30.09.2012 :: 21:38 Komentuj (0)
Taki oto tekst doleciał wczoraj do mych uszu w pewnej knajpie w Podgórzu:
Małżeństwo małżeństwem, ale alkoholizm na pierwszym miejscu!
Żeby mi bloga nie zlikwidowali
Link 12.09.2012 :: 22:40 Komentuj (0)
Trzej muszkieterowie

Słowo, nie podłożyliśmy; już tam stał dumnie oparty o pomnik przyrody

Nie podążajcie tą drogą

Bóbr - reaktywacja

Polska wieś jest jeszcze cool
Link 01.05.2011 :: 11:26 Komentuj (0)
Spieszcie zobaczyć, zanim nie wkroczą deweloperzy.









Tribute to zima
Link 08.02.2011 :: 22:35 Komentuj (0)


Kraków 1 stycznia - jak w "Jestem Legendą"
Link 01.01.2011 :: 20:41 Komentuj (1)
Jeden z niewielu momentów, kiedy można zobaczyć opustoszały Kraków, to pierwszy dzień nowego roku. Na ulicach mało samochodów; zjawisko niesłychanie rzadkie w tym mieście. Kto mieszka lub chociaż przejeżdżał, doskonale wie, o czy mówię.

Trochę spacerowiczów snuje się smętnie i niepewnie po wydarzeniach minionej nocy. Słyszy się głównie cudzoziemską mowę. Wydaje się, że wszyscy Krakowianie wybyli gdzie indziej, a obcokrajowcy nawiedzili tłumnie nasze miasto. Równowaga musi być. o dziwo mało Brytoli, najwięcej Rosjan, trochę Niemców i Włochów.
Jeszcze rano na Rynku straszyły włóczące się grupki niedopitków (tak, niedopitków), rechoczące wstrętnie i zionące wczorajszą wódą.






Ptactwo ma nadzieję, że coś ugra



Zima in blue
Link 19.12.2010 :: 18:13 Komentuj (0)
Zima w Dolinie Muminków, jak co roku







Sunny day in Brighton
Link 07.11.2010 :: 19:00 Komentuj (1)
A kiedy zdarzy się słoneczny dzień, pojedź prosto do Brighton. Gwarantuję Ci, że poczujesz się z powrotem jak mały dzieciak umorusany lodami z budki i watą cukrową.
Molo jest bajkowe i kompletnie odrealnione. Katarynka lunaparkowa, karuzele z kucykami, gwar tłumu, szum morza. Mewy dybiące na ryby z frytkami zakupione przez niczego nie spodziewających się turystów. W tle ogromne wahadło, dla tych, co chcą poczuć dreszczyk adrenaliny i pozastanawiać się jakby to było być mokrą plamą na molu, gdyby blokady na siedzeniu puściły. Kasyno, gdzie przegrałam na maszynach wszystko, co miałam nań przeznaczone i wyleczyłam się z marzeń o wizycie w Las Vegas. A potem tylko siąść w jednym z licznych ogródków i sączyć leniwie Guinessa, obserwując przechodniów i tracić coraz bardziej świadomość dzięki mieszance alkoholu i słońca.









Nawalić się na Notting Hill Carnival
Link 05.09.2010 :: 15:15 Komentuj (0)
Ale to następnym razem. Teraz było grzecznie i układnie, a nasze uczestnictwo ograniczyło się do obserwacji zachowania gawiedzi okupującej ulice Notting Hill ostatniego dnia sierpnia. Być w Londynie i nie zobaczyć Notting Hill Carnival to prawie jak być w Grecji i nie wyłożyć kasy na wieczór grecki ;)
Karnawał odbywa się co roku, przypada na ostatnie dni sierpnia. Główna parada zawsze w poniedziałek i na nią właśnie mieliśmy przyjemność przybyć.
Po tłumach w metrze można już poznać, że gdzieś jest duża impreza. Wyjście ze stacji Notting Hill Gate długo trwa, bo służby sprawnie kierują ruchem nie chcąc dopuścić do sytuacji takich jak w Duisburgu. Pociąg czeka dobre kilka minut zanim otworzą się drzwi, z których za chwilę wysypują się kolorowe masy ludzi, pokrzykując wesoło i czyniąc nieopisany harmider. Głowa pęka od pisków wydawanych przez setki długich żółtych piszczałek zakupionych specjalnie na tę okazję. Po wyjściu ze stacji jest nie lepiej. Trzeba poddać się tłumowi i podążać w jego rytmie. Nie wiemy, gdzie przechodzi obecnie parada, ale pozornie bezładny tłum jest bardziej od nas świadomy i zabiera nas ze sobą we właściwym kierunku.
Powietrze jest zamglone od dymu produkowanego przez rozliczne grille ustawione na całej trasie parady. Z początku mamy wrażenie, że gdzieś wybuchł pożar, ale nie. To tylko dym z grilla. Mieszają się różne zapachy, głównie grillowanego jedzenia, a ludzie jedzą gdzie popadnie, stojąc, idąc , siedząc na krawężnikach, śmietnikach. Czuć też w wielu miejscach, że nie żałują sobie z paleniem trawy, nie mówiąc już o wypijanych na hektolitry piwach. Niektórzy doją whisky prosto z flaszki. Rozradowany tłum zachowuje się nadzwyczaj swobodnie. Kilku facetów wskakuje radośnie na siebie pozując do zdjęcia i tamując na chwilę ruch.


W końcu dochodzimy do właściwego miejsca, a wiemy to stąd, że tłum ustawia się po dwóch stronach ulicy patrząc wyczekująco.
Pełno policji i służb porządkowych. Zwiększona liczba policjantów zwiastuje rychłe pojawienie się parady zza zakrętu:

No i doczekaliśmy się, zza zakrętu wyjeżdżają wielkie ciężarówy ze sprzętem grającym. Kiedy przejeżdżają koło nas, muzyka jest tak głośna, że nasze serca dostosowują rytm do niej
Na arenę wkraczają główni uczestnicy parady



Stroje stają się coraz bardziej wyrafinowane

Rozochoceni panowie czasem mają ochotę na bliski kontakt z pięknymi uczestniczkami parady

Niektóre stroje są tak ciężkie, że przebranym robi się słabo i wymagają pomocy innych


Zaczyna się szaleństwo. Jedna z dziewczyn rzuca się na ziemię i wije się spazmatycznie, a za chwilę dołączają jej koleżanki i wspólnie symulują dziką kopulację. Tłum wniebowzięty.


Parada trwa, a mnie bez przerwy wysiada aparat, jak na złość. Część zdjęć robiona komórką.



W paradzie uczestniczą różni ludzie, bez względu na rasę, wiek i figurę. Bez kompleksów i bardzo dobrze:


Jeszcze kilka fotek






A po całej imprezie zostają na ulicach sterty śmieci
Ucieczka z tonącego Krakowa/Toskania wita
Link 07.07.2010 :: 21:16 Komentuj (0)
17 maja tego roku, to był pamiętny dzień. Wieczorem zasypiałam przy monotonnym szumie padającego deszczu, po to, by wcześnie rano zostać brutalnie i nieoczekiwanie zwleczoną z łóżka. Jakim prawem, się pytam, jak samolot wylatuje o ludzkiej porze 12:25 i jeszcze kupa czasu. Ano takim, że Kraków zalany po pachy i nie wiadomo, czy w ogóle dotrzemy do lotniska! Żyje sobie człowiek w słodkiej rutynie i bez specjalnych fajerwerków w tę, czy tamtą stronę, a tu przychodzi brzydka wiosna (wielkie mi kurde rzeczy, w Polsce) i zagraża jego spokojnej egzystencji. Odrzucamy transport samochodem jako zbyt ryzykowny przy ówczesnym stopniu wilgotności, wybierając bezpieczniejszy środek pociąg. Szyn podobno jeszcze nie zalało.
Po drodze mijamy zalane pola, rowy i pokaźne kolumny samochodów ciągnące się kilometrami przy przejazdach. Z ulgą wchodzimy na teren lotniska, z poczuciem "takiego wała pokazaliśmy powodzi i za jakieś 4 godziny będziemy sobie grzać tyłki w pięknej Toskanii". Tuż po odprawie bagażu obsługa informuje ze słodkim uśmiechem o sześciogodzinnym opóźnieniu naszego lotu. Ryanair, czego się spodziewać? Nas, podróżujących do Pizy zabierze za sześć godzin samolot mający pierwotnie lecieć do Rzymu podczas, gdy nieszczęśnicy lecący do stolicy Włoch będą spędzać upojną noc na Balicach.
Jeden z naszej grupy nie wytrzymuje nerwowo i wraca do Krakowa. Nie będzie tyle siedział na lotnisku, co to to nie. Jest tyle do zrobienia i tyle pieniędzy do zarobienia. Żegnamy go wzrokiem pełnym współczucia i strachu. No wariat, po prostu wariat. A jak nie zdoła wrócić? My zachowawczo zostajemy i wydajemy krocie na paskudną kawę lotniskową. Oczy nas bolą od jarzeniówek i dostajemy kota z nudów. Co jakiś czas odbieramy telefon z newsami od naszego ryzykanta przebywającego w epicentrum mokrej zagłady.
- Chcą wysadzić Most Dębicki?
Twarz stojącej obok mnie kobiety tężeje, a oczy powiększają się jak przy chorobie Basedowa. Ja pewnie wyglądam nie lepiej. W sumie to nikt w tej chwili nie wygląda dobrze, zwłaszcza ci, co mieszkają w centrum miasta. Po głowach smyczą się obrazy zalanego domostwa i straconego dobytku. Przez resztę czasu zachodzimy niby to przypadkiem w strefę telewizorów i gapimy się z rosnącym niepokojem w obrazy z naszego miasta. Kotlet z lotniskowej knajpy staje nam kołkiem w gardle i to nie raz, jak się patrzymy na ekran.
Wraca nasz towarzysz, triumfator. Nie dość, że się nie nudził przez te kilka godzin, to jeszcze sprzedał jakąś nieruchomość.
- Starowiślną już podobno woda płynie!
Wsiadamy wreszcie do samolotu. Na wysokości dwóch tysięcy metrów błękitne niebo bez skazy i piękne słońce. To skandal, podczas gdy Małopolska tonie. Przysuwam się bliżej śmiałka, który pojechał do Krakowa ryzykując utratę wakacji.
- Ej, ale bez kitu ? Naprawdę jest woda na Starowiślnej? Czy znowu nas wkręcasz?
- Nie no, żartowałem oczywiście...
Trefniś się psiakrew znalazł.
Nasz radość rośnie do nieopisanych rozmiarów, gdy Toskania wita nas... deszczem!
Tak miało być przez następne 6 godzin

Wszyscy są w tej samej sytuacji

A mogło być tak pięknie


Toskania w deszczu ponura, trochę jak trzęsawiska w "Psie Baskerville'ów"



Krakowscy żule wiedzą, jak się sprzedać
Link 07.06.2010 :: 20:24 Komentuj (1)
- Stary buc jestem, ale jeszcze jary!
(z cyklu podrywy w okolicach Hali Targowej)
Zapal znicz na mogiłach żołnierzy radzieckich
Link 09.05.2010 :: 19:43 Komentuj (2)
Tako i uczyniliśmy. Z poczucia patriotyzmu, ale nie w formie obecnie narzucanej przez niektóre grupy polityczne, a także w ramach cichego protestu przeciwko teoriom spiskowym urągającym zdrowemu rozsądkowi. Rzecz jasna znicze zakupione przez nas zapłonęły też przy grobach żołnierzy polskich, niemieckich i brytyjskich. Wysoce niesprzyjające warunki pogodowe nas nie odstraszyły.





Tuż obok mogił utworzył się regularny staw. Strach pomyśleć, co się dzieje pod ziemią przemakającego cmentarza. Kremacja wydaje się przy tym o wiele bardziej pociągającą opcją.


Żołnierze brytyjscy raczej wolą, aby ich zostawić w spokoju, ale i tak zapaliliśmy znicz w miejscu dozwolonym.

Samotna postać w deszczu też postanowiła uczcić pamięć żołnierzy brytyjskich

Jako, że na tym cmentarzu ostatni raz byłam jako dziecko, uderzyła mnie jego uroda. Nie wiem nawet, czy nie jest bardziej klimatyczny od regularnego Rakowickiego.



Sorry, ale Papież nie zasługiwał na taki kicz

Nie wiedziałam, że na Rakowicach budowano grobowce w kształcie piramidy

Zaskoczyła mnie też informacja, że siostrzyczki zakonne mogą sobie nadawać imiona po najbardziej słonecznym stanie USA

Rundka na rowerach tuż przed rozpoczęciem uroczystości pogrzebowych
Link 18.04.2010 :: 21:22 Komentuj (2)
W obliczu faktu, że widmo oblężenia Krakowa milionem ludzi odeszło w niebyt, moi rodzice wybrali się na rekonesans rowerowy tuż przed pogrzebem Pary Prezydenckiej i zrobili kilka fotek.
Ekipa techniczna rozpiera się na stołkach po ukończeniu roboty

Imponujące karawany wiozące trumny ulicami Krakowa do Bazyliki, które widzieli chwilę wcześniej w telewizji, zaparkowano pod Kolorami na Placu Nowym; ciągle obsypane kwiatami. Karawany budziły uzasadnione zainteresowanie - ludzie nie mogli uwierzyć własnym oczom i chętnie robili foty pojazdom


Mama została zagadnięta przez reporterów jakiejś zagranicznej telewizji i udzieliła krótkiego, acz nieoczekiwanego wywiadu na temat swoich odczuć odnośnie pogrzebu. Reporterzy pytali między innymi o media zdominowane przez informacje o Parze Prezydenckiej, przy jednoczesnej nieobecności informacji o innych ofiarach. Wygląda na to, że tylko zagraniczne media to zauważyły, bo polskie dostały obłędu i klapek na oczach.

Właściciele sklepów kontynuują oddawanie czci zmarłym poprzez umieszczanie klepsydr w witrynach
Lud boży w Krakowie, a w szczególności małe sklepy oddają hołd Prezydentom i Pierwszej Damie
Link 17.04.2010 :: 13:05 Komentuj (2)






Spotkanie po latach na pogorzelisku
Link 05.04.2010 :: 15:49 Komentuj (0)
Izydor na pogorzelisku okazał się być bardzo fotogenicznym gościem


Nie mniej efektownie prezentowali się kumple Izydora

Instalacja z betonu pobudza wyobraźnię i kreuje niezapomniane przeżycia estetyczne

Ślina cieknie i jęzor zwisa do pasa

Wiosna budzi kreatywność wśród ludzi


Cumel jakiejś Nikole lub Brajana. A może to była Noemi?
